czwartek, 29 sierpnia 2013



Cześć jestem Ewka


Taka mała cicha smutna, z wieloma problemami.

Czy jest dobrze? Nie nie jest, w sumie jest źle...
Czy dam radę? Myślę, że dam. Mam nadzieje, że znajdę w śród was wsparcie...


Coś wam o sobie jeszcze o powiem...


To zaczęło się 17 grudnia 2012 roku. Tej daty nie zapomnę do końca życia.
Wyjątkowo chłodny wieczór. Środek grudnia. Z nudów zaczęłam przeglądać pamiętniki internetowe. Trafiłam na jeden, który szczególnie przyciągnął mnie do siebie. Prowadziła go dziewczyna, siedemnastolatka, która cięła się z miłości. Od tej pory codziennie gościłam na jej stronie. Często ze łzami w oczach i totalnym niezrozumieniem czytałam jej notki. W swoim życiu przeżyłam wiele zawodów z powodu zauroczenia, ale ten był najbardziej bolesny. Dzień za dniem stawał się koszmarem. Wiedziałam, że chłopak nie będzie mój, jednak w podświadomości wierzyłam, iż może akurat się uda. Każdej nocy płakałam w poduszkę na myśl o ukochanym. Na blogu dziewczyny, z którą łączyło mnie tak wiele, a zarazem nic, ujrzałam wpis pożegnalny. Byłam sama w domu. W kuchni poszukałam jakiegoś małego kieliszka. Stłukłam go o podłogę. Rozpadł się na kawałeczki. Sięgnęłam po jeden z nich. Moje oczy stanęły we łzach. Podciągnęłam rękaw koszulki i przejechałam szkłem po ręce. Zapiekło. Poleciała krew... Obiecałam sobie, że więcej tego nie zrobię, ale... Szkło schowałam do pudełeczka, a potem na dno szafki. Do świąt było wspaniale. Przynajmniej tak mi się wydawało. Przed Sylwestrem razem z koleżankami planowałyśmy małą imprezę. Nie wyszło. Zostałam sama. Miałam do wszystkich żal. Przypomniał mi się wtedy "on". Wyciągnęłam pudełko z szafki. Wtedy zrobiłam to po raz drugi. Blizny ukrywałam pod bandamką. Nosiłam ją często więc nie musiałam ukrywać. Bratowa i mama nic nie zauważyły. Z resztą czy kiedykolwiek w ogóle się mną naprawdę interesowała? Cięłam się prawie, każdego dnia. Po rękach. Do czasu gdy zrobiło się ciepło. Był to chyba jedyny taki czas, gdy przestawałam się ciąć regularnie. Pogoda sprzyjała mojemu nastrojowi. Zbliżały się wakacje, więc coraz mniej nauki, a więcej spotkań ze znajomymi. Moje szczęście zbyt długo nie potrwało. Zaczęły się wakacje,które zapowiadały się wspaniale. Myślałam, że choć na chwile zapomnę o ukochanym. Całe wakacje spędziłam w domu. No może nie całe... Kilka dni spędziłam w psychiatryku. Musiałam się komuś wyżalić, więc sięgnęłam po kartki, w których zawieruszyła się żyletka. Pocięłam się. Sprawiło mi to wtedy taką ulgę. Widok krwi... Po niecałych dwóch tygodniach zostałam wypuszczona do domu. Na drugi dzień byłam umówiona z kuzynką. Oczywiście nie zamierzałam grzać się w długim rękawie, a cięcia zakryć musiałam, więc do bluzki z krótkim rękawem dodałam bandamkę, którą zawiązałam sobie zasłaniając blizny. Przy niej i znajomych zapominam o smutku. W ich towarzystwie byłam całkiem inną osobą. Śmiałam się, żartowałam. Siedziałyśmy wtedy na ławce, gdy zobaczyła moje cięcia, których nie zakryłam. Zapomniałam o nich i rozłożyłam rękę. Zapytała prosto z mostu czy się okaleczam. Ja jakby nic zgrywałam, że po co niby miałabym to robić i zaczęłam żartować, że podrapał mnie pies. Do tego tematu wróciłyśmy niedawno... Kiedy codziennie miałam bandamkę na ręce. Ponownie zapytała a ja znów obróciłam to w żart. Zaczęło się tak niewinnie, a potem żyletka stała się jedynym lekiem. Poznałam wiele osób, które także cierpią na to samo. Z jedną z nich nawet miałam się spotkać. Jednak kontakt się urwał. Ona się wyleczyła, poznała chłopaka, ze znajomymi układa się jej jeszcze lepiej. Nie mam do niej żalu, no może czasami w podświadomości. W końcu ma prawo żyć normalnie. Z pewnością ciekawi jesteście jak jest teraz? Kocham nadal, dochodzą problemy w domu. W wieku nastoletnim chce się spróbować wszystkiego, więc mówiąc nie rób tego niczego nie wskóram. Musicie przeżyć to sami, by przekonać się jak to jest.
Autoagresja jest taką samą chorobą jak alkoholizm czy narkomania. Może najsłabszą, ale jest... Zaczyna się niewinnie. Potem stacza na dno... Dlatego starajcie się utrzymać silną wolę, nie dajcie ponieść się emocjom, miejcie dużo znajomych, bo kto jak nie oni zrozumieją lepiej wasze problemy...? Ja w tych największych chwilach zostałam sama. Dużo razy traciłam wiarę w siebie, co doprowadzało do samookaleczeń

Ja... Pierwsza moja notka tu. ...Kocham

- Kim jesteś?
- Jestem jedną z Nas. Jest jeszcze Ewa. Jestem Ania. Jestem miłością, szczęściem, spokojem a zarazem kłębkiem nerwów, niezdecydowana i szaleńczo uroczo. Jestem sobą w każdym calu, w każdym słowie, w każdym geście.
Kocham chude anorektyczki, bo uważam, źe są słodkie.
Kocham strony, prowadzone przeze mnie i ich obserwatorów.
Kocham moich przyjaciół, którzy są zawsze blisko mnie. 
Kocham Go. Kocham czuć, że latam, że sie unoszę. 
Kocham tulić i być tulona.
Kocham nienawidzić i zapełniać słowami kartkę. 
I nie nadaję się, aby tutaj być. 
Aby tutaj żyć.
- Co napawa Cię energią?
- To, że mogę być z ludźmi. To, że mimo wszystko nadal sie nie poddaje i po każdym upadku wstaję.Gdy mogę iść i krzyczeć lub płakać. Gdy mogę czasem pomarudzić wiedząc, że wszystko zostanie mi przebaczone. Gdy wiem, że mnie kochają. 
- Gdzie teraz się znajdujesz?
- Ostatnio byłam na dnie. Poddałam się. Byłam nikim. 
Dziś znów życie ma swoje barwy. Dziś znów jestem kimś.
Znów jestem kochana i nie tracę nadziei w lepszą przyszłość.
Jestem tu, na górze. Latam. Przecież widzisz, że mam skrzydła..
- Co Cię tam sprowadziło?
- Na dno? Czy na tą górę? Ohh, na dno sprowadziły mnie wielokrotnie powtarzane błędy, ciągłe myślenie, że świat jest cudowny i każdy krok w przód będzie lekki, bez błędny.
Na górę? Skrzydła, miłość, przyjaciele..


Ciągle dążę do perfekcji. Ciągle chcę być idealna, chociaż wiem, że nigdy tak nie będzie.
Jestem wkurzającą małolatą, pragnącą szczęścia.
Mam przecież tak mało lat.
Tyle cierpień jeszcze przede mną.
Ale, ale.. nie jestem perfekcyjna.
Zmieniam to, próbuję, staram sie.
-Ale głodzenie sie nic Ci nie da Aniu.
-Zawsze musi być jakieś wyjście, Kicia.. A ja nie mogę sie poddawać. Dąże do perfekcji.. Aż siebie pokocham, aż z pragnieniem spojrze w lustro i nie będę chciała sie zabić. .
-JEDZ! PROSZE CIĘ, MUSISZ COŚ ZJEŚĆ.
-NIE, DZIĘKUJĘ. 

Zapraszam Cię do mnie również tutaj, drogi Czytelniku: 

***
Jest nas dwie. jestesmy zwykłe, takie jak Wy. 
Ze swoimi problemami, ze swoimi miłostkami, ze swoimi łzami. 
Będziemy starały się dodawać tu notki mniej więcej co jakiś tydzień. 
Jak na początek idealnie to będzie.
Ewka nie długo Wam sie przedstawi. Tym czasem macie mnie.. 
***

-Czemu płaczesz? Płaczesz od wieczora, przez całą noc, do rana. Wyschną Ci oczy. Tak nie można! Nie jesz, płaczesz.. 
-Cierpię.. 
-Ale powiedz mi czemu! Cały czas milczysz!
-Umieram.. Miłość, On, Ja, Ta Odległość.. Tęsknota, Uczucie.